sobota, 12 lipca 2014

Wykrywanie zdrad - praca dla detektywów nieudaczników?

Dziś kolejna refleksja na temat często poruszany przez prywatnych detektywów, którzy albo zaczynają pracę w tej branży albo sam nie wiem co o nich myśleć.
Chodzi o to, że wielu detektywów twierdzi, że tzw. rogacizna to nie dla nich, że wykrywaniem zdrad zajmują się tylko Ci detektywi, którzy nic nie potrafią.
Prawda jest taka,  że albo Ci detektywi kłamią albo nie znają realiów polskiego rynku.

Otóż wykrywanie zdrad jest bardzo trudne. Fakt, wielu z nas chciałoby zajmować się sprawami gospodarczymi albo karnymi ale w przypadku gospodarczych to naszych przedsiębiorców dalej nie stać wyłożyć 3 tys na weryfikację kontrahenta - idą w ciemno jak barany na rzeż.

Sprawy karne mimo, że ciekawe to są kosztowne. Tu trzeba się nachodzić i żeby cokolwiek zrobić to wszystkie "moce przerobowe" przedsiębiorstwa trzeba przeznaczyć na taką sprawę.

Wracając do rogacizny. Pierwsza podstawowa sprawa to jak uważacie, czy były po/milicjant (nie urągając im bo też mają swoje zalety), którego praca polegała na tym, ze wzywał świadków i przesłuchiwał ich w swoim pokoju a nigdy nie zajmował się obserwacją może poradzić sobie w terenie?, np: działać w ośrodku hotelowym? Może i tak ale jeśli nigdy nie trzymał w ręku lustrzanki cyfrowej to i raczej fotek nie zrobi. Klienci mi mówią, że tacy detektywi proponują im rozpytywanie z kim małżonek sie w nim zameldował albo dostanie się do pokoju i sprawdzenie czy w koszu pozostawili prezerwatywy. Po jaką cholerę?

Brak świadomości i wiedzy z zakresu prawa cywilnego i prawa rodzinnego nie pomaga a wręcz skutecznie blokuje dobre wykonanie zadania. Musimy pamiętać, ze Prywatny Detektyw analizując sprawę powinien być doradcą i nie wciskać swoich usług bez potrzeby lub realizując usługę bez sensu. Dalej słyszę głosy jak Ci "starzy" detektywi lub "młodzi" po deregulacji wciskają kit, twierdząc, "jak Pani będzie miała dowody na zdradę to dostanie Pani więcej majątku".

Wielokrotne Ci uważający rogaciznę za proste sprawy nie potrafią jej wykonać. Jeźdzą w autach, gdzie wszystkie szyby są przyciemnione - być może widzieli to na amerykańskich gangsterskich filmach, dalej zdjęcia jeśli już jakieś robią to aparatem telefonicznym,  ze auto męża stało tu i tam a te tu i tam to pod sklepem osiedlowym i pod miejscem pracy, dalej twierdzą, że zwiał na światłach a tak faktycznie to go nawet nie zauważyli jak ruszał z miejsca pracy albo ich słabe umiejętnosci w prowadzeniu auta nie pozwoliły go gonić. Ostatnio się uśmiałem gdy musiałem poprawiać sprawę po detektywie, który twierdził,  ze nie zauwazył jak mąż wyjeżdzał z posesji. Chciałbym podkreślić, że mąż klientki jeżdzi samochodzem baaardzo dużym i baaardzo rzucającym się w oczy i baaaardzo wolno jeżdzącym.

Co jeszcze? A np fakt nie umiejętnego składania zeznań przed sądem cywilnym jeśli oczywiście do tego dojdzie. Wielu detektywów jeśli już podpiszą umowę to zaznaczają w niej, że do sądu nie idą. Śmierdzi to z daleka bo można uznać, że taki detektyw nic nie zrobi a jak nic nie zrobi to z czym pójdzie do sądu?

Ach i te ich obietnice czego oni nie zrobią w sprawie. Ostatnio przyjąłem sprawę gdzie jak twierdzili klientka, mąż jest super ostrożny, tzw oczy w d.... . Powiedziałem klientce, że zróbmy jedno podejście i sprawdzimy jak to z nim jest. I faktycznie facet podejrzliwy. ZA nim ruszył z parkingu to chodził 5 minut i sprawdzał czy nikt nie siedzi w innym aucie. Masakra. Ale się udało go dorwać i to za pierwszym razem. Oczywiście pomogło trochę szczęście ale przede wszystkim doświadczenie i realne podejście do tematu wygrało.

I tak można wymieniać bez końca. A więc, nie warto twierdzić,  że sprawy rozwodowe to łatwizna jak nie potrafi się ich wykonywać.

Napisałbym więcej na ten temat ale mi się nie chce :)



1 komentarz:

  1. Panie Krzysztofie, czytając ten wpis nasuwa mi się kilka refleksji:

    1. Jak Pan trafnie zauważył, detektywi, którzy wczesniej byli policjantami, funkcjonariuszami CBA, CBŚ, ABW czy podobnych służb reklamują się na prawo i lewo podkreślając swoje doswiadczenie. Niektórzy nawet publicznie chwalą się, że korzystaja z tej samej sieci informatorów (sic!). Problem w tym, że :
    a. ich doświadczenia zawodowe trudno zweryfikować;
    b. funkcjonariusze służb mundurowych i specjalnych pracują w oparciu o regulacje prawne dotyczące tych słuzb, których nie stosuje się, także w zakresie instrukcji operacyjnych, w pracy prywatnego detektywa - a jesli ktoś stosuje - to zgodnie z prawem popełnia przestępstwo i de facto działa na szkodę własną i klientów;
    c. jak działają polskie służby wszyscy chyba wiemy... to smutne, ale skuteczność wykrywania istotnych przestępstw jest niewielka, masa biurokracji, a w ostatnich latach wszystkie statystyki wskazują na to, że ich główną siłą napędowa jest wymierzanie kar pieniężnych, czyli mandaty, w których wielkich umiejetności śledczych nie potrzeba - takie priorytety budżetowe; O naprawde istotnych społecznie sprawach, jak handel narkotykami itp. lepiej nie wspominać patrząc na lokalne realia.
    d. każdy kto ma znajomych w słuzbach wie, jak często ich praca jest powodem tragedii w ich własnych rodzinach: alkoholizm, przemoc w rodzinie, rozwody itp. a więc lekarzu ulecz sam siebie - oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale sporej części na pewno.
    e. wielu funkcjonariuszy dorabia sobie na wczesniejszych emeryturach - dla nich działalność to dodatek - a nie być, albo nie być w branży, stąd niska motywacja do nauki i jakośc usług.
    2. W Polsce próbuje się adaptować wzorce z zachodu, gdzie funkcjonuje stereotyp, że były policjant to dobry detektyw. Tylko praca w Scotland Yard czy FBI nijak się ma do doświadczeń w nisko opłacanej i beznadziejnie wyposażonej polskiej policji. Nawet, jeżeli chodzi o takie drobiazgi, jak Pan sam celnie zauważył, jak cyfrowa lustrzanka, a o procedurach operacyjno-rozpoznawczych i dochodzeniowo-śledczych nie wspominając.

    W mojej opinii deregulacja zawodu nie jest zła. Profesjonaliści zawsze się odnajdą w nowej rzeczywistości, bez względu na to czy są ze służb, czy z poza nich. Ci spoza słuzb mogą być nawet skuteczniejsi, jeżeli będą działać profesjonalnie i z pasją. Ludzie o mentalnosci emerytów i kombinatorzy będą natomiast dalej wegetować i kombinować, z tym sie zgadzam.

    I ostatnia sprawa, której na imię specjalizacja - w tym zawodzie warto być uczciwym i odpowiedzieć sobie na pytanie - w czym naprawdę jestem dobry? Nie można być detektywem od wszystkiego. Ktoś jest dobry w rozwodach, ktoś inny w sprawach gospodarczych lub teleinformatyce. To sa potężne, odrębne obszary, które wymagają doświadczenia i fachowej wiedzy. Nawet interdyscyplinarne zespoły, w agencjach detektywistycznych, w których dominują np. sprawy rozwodowe, nie będa tak skuteczne, jak profesjonaliści skupiajacy się porzadnie na jednym obszarze np. sprawach gospodarczych czy teleinformatyce, ewentualnie kilku, ale pokrewnych. Tak funkcjonują od lat kancelarie prawne. Radca prawny sopecjalizujący się w obsudze firm nigdy nie będzie tak dobry przed sądem w sprawie rozwodowej, jak adwokat wyspecjalizowany w prawie rodzinnym i tyle;)

    Napisałbym więcej na ten temat ale upał straszliwy;)

    Wielki szacun za determinację w prowadzeniu bloga,

    Pozdrawiam,
    też Prywatny Detektyw

    OdpowiedzUsuń