wtorek, 10 lutego 2015

Pozorowanie pracy przez prywatnych detektywów

W poprzednim poście wspomniałem o częstym zjawisku występującym w pracy prywatnych detektywów, czyli tzw. pozorowaniu swojej pracy.

Wiadomą sprawą jest, że jeśli agencja podpisze stosowną umowę to będzie to umowa zlecenia, czyli tzw. umowa starannego działania, nie zawierająca w swoim zakresie efektu.

Zleceniobiorca, w razie konfliktu ze Zleceniodawcą musi udowodnić, że starannie wykonał zlecenie i że je w ogóle wykonywał.

Tak więc wielu detektywów robi w ten sposób, że podjeżdża pod wskazany adres i fotografuje budynek - w razie czego udowodni, że był w miejscu obserwacji. Inni detektywi montują w autach kamerki samochodowe i nagrywają, że obserwowany jedzie autem. Kolejni fotografują tablice z nazwą miejscowości.

Wszystko powyższe jest ok ale nijak się ma do zdobycia konkretnych dowodów. To służy tylko i wyłącznie do pozorowania własnej pracy.

Tacy detektywi często nie są obecni non stop w pobliżu osoby śledzonej a już nie niekoniecznie zmuszają się do realizacji zlecenia, gdy trzeba wyjechać poza swoje miasto rodzinne.

W branży detektywistycznej jest znana jedna agencja - bynajmniej mi jedna aczkolwiek jeden czy dwóch detektywów od nich założyli własne agencje (po zdobyciu w 2014 licencji bo wcześniej pracowali bez uprawnień), która robiła w ten sposób: jeśli klient ostro burzył się, że nic nie zrobili i chce zwrotu wpłaconej kwoty, to sprytni detektywi podjeżdżali pod miejsce gdzie niby obserwowany miał przebywać, robili zdjęcia budynków z numerami a następnie w programie zmieniali daty na te, w których niby pracowali.

I dlatego gdy podaję swoje dość wysokie ceny usług, klient ma dylemat bo dzwonił gdzie indziej i tam było za 100 zł. Może to i dobry fachowiec ale doświadczenie mi podpowiada, że może być z tym różnie.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz